Opowiedz mi miasto

Boisko Margaryna

Dane

  • Nazwa:

    Boisko Margaryna

  • Istniejące / nieistniejące:

    istniejące

  • Dostępne / niedostępne:

    Dostępne

  • Daty istnienia:

    1964

  • Telefon:

  • Adres e-mail:

  • Dzielnica:

    2

  • Adres:

    ul. Grzegórzecka 24

Wywiad z mieszkańcami dzielnicy Stare Miasto o boisku Margaryna. Opowiadają: F – „Fuji” (pseud.) i A – Andrzej, obaj urodzeni w 1972 r. w Krakowie. Data wywiadu: 25 czerwca 2019 r.

W której dzielnicy Krakowa się wychowywałeś?

F: To jest dzielnica IV – Wesoła. Tylko to jest stare nazewnictwo, bo w rzeczywistości ulica Skłodowskiej podlegała pod Stare Miasto.

A która to była ulica Reja?

F: To była taka główna ulica, która się ciągnęła przez cała tą dzielnicę naszą, w której myśmy się wychowywali. Ci co mieszkali w okolicy, to mówili że idą na Reja. A teraz ta ulica nazywa się zupełnie inaczej, bo ona się teraz nazywa Radziwiłłowska. Bo Radziwiłłowska była przed zmianą nazwy, później znowu zmienili na Reja a później były te przewroty i pozmieniali z powrotem na stare nazwy. Tak samo jak moja ulica Skłodowskiej nazywała się kiedyś Pańska i później już nie mogli zmienić, bo Pańską nadali i w innym miejscu w Krakowie jest ulica Pańska.

Co robiliście w dzieciństwie, młodości w wolnym czasie?

F: Grali w piłkę, najczęściej graliśmy w piłkę. Jak gdzieś w szóstej klasie w podstawówce zacząłem chodzić do harcerzy no i wtedy troszkę się zmieniło i nie chodziłem na Reja, tylko chodziłem na zbiórki harcerskie. A na Reja to były takie chłopaki, które nie mieli żadnych zajęć pozalekcyjnych, tylko się wychowywali na ulicy. I oni tam siedzieli cały czas. No i oczywiście chodziło się na parcelę.

Czyli gdzie?

F: Parcela to jest ogród przy Uniwersytecie Jagiellońskim za Muzykologią i tam dawniej to było wszystko otwarte. W tej chwili jest oczywiście ścisłe centrum, pozamykane, zrobiony park tam w środku, hotel dla gości Uniwersytetu Jagiellońskiego i teraz tam już wstępu nie ma. Ale kiedyś jako dzieci to myśmy tam cały czas chodzili.

Co tam robiliście?

F: Grali w piłkę koło elektrowni. Bo na terenie tej parceli jest transformatorownia dla tramwajów i tam był taki plac betonowy i na tym placu żeśmy grali w piłkę.

Czyli cały czas granie w piłkę?

Cały czas w piłkę, a ewentualnie podchody. No i chodziło się jeszcze na szpitale. Oczywiście to jest tak, że… ulica cała Kopernika była w remoncie. Wszystkie tamte budynki szpitalne w większości w remoncie. No i myśmy chodzili tam na te budowy. Chodzili po tych deskach, po tych ruinach. Jako odskocznia od piłki można powiedzieć, dla zabicia czasu.

A czy znasz miejsce o nazwie Margaryna?

F: No oczywiście. Bo to właśnie też jest właśnie związane ze szpitalami. Przez szpitale się przechodziło na boisko tam od tyłu, od strony Kopernika. Bo główne wejście było od ulicy Grzegórzeckiej. Od… to było liceum numer osiem zdaje się. Tylko dla nas było za daleko, więc nie chodziliśmy tamtędy, tylko przez szpitale się przechodziło na skróty, przez taka dziurę w płocie i można było wejść na to boisko. Tam były dwie nazwy, bo jedna nazwa była Margaryna a później się zmieniło na… jak to później nazywali? Margaryna… i… Mandaryna, o: Mandaryna później.

Skąd się wzięły te nazwy?

F: Nie mam pojęcia. Nie mam pojęcia, bo myśmy przejęli te nazwę od starszych kolegów, którzy tam przed nami grali w piłkę. To już tak się uczyniło. To już nie dociekaliśmy skąd ta nazwa się wzięła, tylko tak się mówiło.

A dlaczego tam chodziliście grać w piłkę?

F: No bo to było jedyne trawiaste boisko w Śródmieściu. Nie było nigdzie gdzie grać. Mogliśmy grać albo na Plantach, gdzie nas przepędzał pan plantowy, bo nie wolno. Albo tam. No jeszcze było drugie boisko przy kościele Jezuitów, ale tam mniejsza grupa o tym wiedziała, więc nie każdy tam mógł wejść. Nie było trawy, bo to był żużel.

A: To było na Kopernika koło wiaduktu kolejowego. To było masakryczne boisko. Bo było ciemne, i było klepisko. Ciemne, bo były drzewa i nasyp.

F: No i to boisko Jezuitów szybko zlikwidowali, bo tam przywieźli materiały budowlane. Zaczęli tam już wtedy budować pomału ten ośrodek akademicki. I tam pilnował pan Staszek z wilczurem. No i trzeba było przechodzić przez ogrodzenie.

Do kogo należało boisko Margaryna? Czy można tam było wejść legalnie?

F: Hmm, nikt tego nie sprawdzał. Nie byliśmy w stanie tego sprawdzić. No po prostu się szło i się grało. No i tyle. Na początku przez dziurę w siatce, ale później to już tak pordzewiało, że nawet tam ogrodzenia żadnego nie było. Jedynie tylko to pan z AWF-u, bo tam obok było boisko AWF-u. No to on nas stamtąd jeszcze przeganiał. Ale później już mu się znudziło, nawet jemu i nawet jak się pić chciało to się poszło do niego. I można było kupić wodę mineralną u niego. Bo miał normalnie w kontenerach wodę mineralną.

Gdzie jest to drugie boisko?

F: No jest tam, bliżej Ronda Grzegórzeckiego. Jest drugie boisko akademickie, lekkoatletyczne. I ono już było pilnowane. Bo Margaryna to było boisko przyszkolne, przy ósmym LO.

Czyli Margaryna należała do ósmego LO?

F: Myśmy tak twierdzili. Ale jakie są tam prawne… to ja nie wiem.

A woźny ze szkoły was nie przeganiał?

F: Nieee, a był tam w ogóle jakiś woźny? Nie wiem. A nawet jeżeli był, to on siedział od frontu, od Grzegórzeckiej i co go tam interesowało co dzieciaki na trawie wyprawiają.

Czy spotykaliście się na Margarynie na mecze z innymi grupami?

F: Ale oczywiście. No pewnie.

Kto z kim grał?

F: Znaczy tam to była duża konkurencja, bo na to boisko to przychodziły dzieciaki z Grzegórzek, tylko z tej części od ulicy Siedleckiego. Tam jest szkoła dziesiątka sportowa. I w większości to oni tam przychodzili. Myśmy troszeczkę z nimi byli… może nie skłóceni, ale znaliśmy się z nimi, ponieważ to była jedna parafia – świętego Mikołaja. I myśmy znali chłopaków z religii. I żeśmy tam chodzili z nimi grać w piłkę na początku. Specjalnie się nie umawialiśmy. Tylko: no to dobra, to spotkamy się na Margarynie. No i tyle. I się chodziło i albo byli albo nie byli. Albo było nas pięciu do grania i nie było sensu grać albo było nas dwudziestu i trzeba było robić trzy drużyny.

Czyli najlepiej w ile osób się grało?

F: No to było dość duże boisko. Myśmy byli małe chłopaki. Więc tak po sześciu to było tak minimum by było fajnie.

A: Po sześciu w drużynie. W poprzek się grało.

F: No ale jak było nas mniej, to się grało i po trzech.

Jakie były bramki?

F: Były metalowe bramki, profesjonalne. Były dość duże, ale były bez siatek. No więc trzeba było za piłką gonić oczywiście.

Czy słyszałeś, żeby gdzieś w pobliżu dawniej była fabryka margaryny?

F: Nie. Były tam ruiny jakiejś fabryki, koło której żeśmy przechodzili, ale to było na terenie szpitala i tam czy to jest możliwe, żeby była Fabryka Margaryny to nie wiem. Bo jak myśmy tam chodzili to już była ruina.

Jakie to były lata?

A: Myśmy w ogóle to mieli problem z przejściem przez szpitale. Bo przejścia były pozamykane i się chodziło i szukało.

F: Kluczyło się między budowami. Bo tam Kopernika była wtedy generalnie w budowie przez cały czas. Te wszystkie szpitale, większość tych budynków była remontowana. Tylko, że na tych budowach nic się nie działo, bo ten remont trwał dwadzieścia lat. No myśmy tam zaczęli chodzić – ja wiem, w osiemdziesiątym trzecim roku. Mieliśmy kilkanaście lat. […]

Jak jest teraz na Margarynie? Można z niej swobodnie korzystać?

F: Nie wiem, ja tam nie byłem dwadzieścia lat. Nie ma pojęcia. Ostatni raz no już z naszymi chłopakami z Anyżami, Edkami żeśmy tam chodzili grywać w piłkę, ale to były czasy.. ja wiem? Dziewięćdziesiąty…no może drugi, trzeci.

A: Wtedy to już żeśmy się zmawiali.

F: Nie no koniec lat osiemdziesiątych bardziej. Bo przestaliśmy chodzić na Margarynę i zaczęliśmy chodzić na plac na Groblach. I wtedy już umawialiśmy się konkretnie w niedzielę na Groble.

A dlaczego zamieniliście Margarynę na Groble?

F: Trudno powiedzieć. To było takie samorzutne.

A: Bo się łatwiej było umówić i było pewniejsze.

Co to znaczy pewniejsze?

A: Że było dostępne. Na Margarynę nie szło się pewnie, że się zagra.

F: Bo mogło być zajęte.

A: Albo mogło być zamknięte. Ktoś tam naprawiał to ogrodzenie. Pamiętam, że rzadko, ale się zdarzało, że było naprawione. I znowu trzeba było gdzieś indziej szukać dziury. Ktoś o nie dbał. Pamiętasz, kiedyś była jakaś impreza, bo to boisko było podłużne i na końcu jego był taki teren i nie wiem czy tam była jakaś stara bieżnia zarośnięta. Wiem, że kiedyś tam siedzieliśmy i tam było dużo ludzi.

F: Obok Margaryny, obok boiska trawiastego było boisko do kosza betonowe. No i czasami, jeżeli było zajęte to boisko piłkarskie, no to tam żeśmy sobie czasami rzucali czekając aż się zwolni.

F: A tak w ogóle to wydaje mi się, że ta Margaryna… Bo tu to trzeba powiązać też fakt taki, że tam raczej przychodzili ludzie tylko z Cracovii.

Grzegórzki to Cracovia?

F: Siedleckiego, czyli lodowisko, cała Reja, dzielnica Wesoła – to wszystko było z Cracovii. Natomiast tam już z tej części Grzegórzek za Rondem Grzegórzeckim, tam jest Wisła i stamtąd się tutaj nie zapuszczali ludzie. Chociaż mieli w sumie bliżej od nas na dobrą sprawę. Więc to też trzeba wziąć pod uwagę.

Ty jesteś za Cracovią?

F: Tak. No i tam nas wprowadziła w ogóle bojówka Cracovii. Po raz pierwszy ja tam byłem z „Hajaszkiem”.

A: Nie, bo to było przez parafię [św. Mikołaja], bo u nas było dużo hokeistów z Cracovii.

F: Też.

A: Myśmy mieli hokeistów w parafii, co trenowali. Dlatego była ta Cracovia. No masz rację dlatego ja tam miałem, nie chciało się…[śmiech]

F: Dlatego Andrzej rzadko chodził……[śmiech] …i mało pamięta.

A: No i to było daleko, to była wyprawa.

F: Ja czasami tam na rowerze przyjeżdżałem, bo lubiłem tam przez te szpitale na rowerze zasuwać. No bo na piechotę to było troszkę czasu. Bo tam na tych szpitalach to tam były oddziały. I one były od siebie odgradzane siatką i furtkami. Jeżeli furtka była zamknięta, no to nie dało rady się przejść. Bo można było na Margarynę się dostać od głównego wejścia od szkoły, ale to było jeszcze dalej.

A: Nigdy nie byliśmy od tej strony.

F: Raczej żeśmy wychodzili tamtędy, bo przy szkole był kran. Więc żeśmy do wodopoju szli.

Można było obejść od Śniadeckich i wtedy to już było rzut beretem. Najgorszy był ten pierwszy odcinek właśnie. Bo wchodziliśmy zaraz przy Kopernika przy Blichu, tam się wchodziło na teren szpitala i się kluczyło po tych budowach.

A: Ale z drugiej strony powiem ci, że to boisko było tam wykoszone.

F: Bywało. Nie zawsze, ale bywało.

A: No nie tak jak AWF-u bo myśmy zawsze patrzyli na to AWF-u bo tam to była taka trawka taka mmmm ….

F: Tak, murawa.

A: Ale to boisko – dookoła były chaszcze, ale boisko było wykoszone, więc ktoś jednak na pewno o to dbał.

A na boisku AWF-u dało się grać?

F: Nigdy, absolutnie. Ja tam raz albo dwa razy grałem jak taką większą ekipą żeśmy byli, bo to weszło trochę w komercję i można tam było zapłacić, wypożyczyć na godzinę czy na dwie to boisko AWF-u. Ale to już jest inna rozmowa.

Czyli to ten „Hajaszek” cię wprowadził na Margarynę?

F: No między innymi, bo on był straszy o dwa lata. No i oni tam chodzili pierwsi. I jak umawialiśmy się na psim polu graliśmy w piłkę za szkołą.

Psie pole?

F: Tak, psi plac.

Co to za plac?

F: No już go nie ma [śmiech]

A: To już hotel stoi. Campanile.

F: Tam był plac, tam wyprowadzali pieski na spacery, dlatego myśmy to nazywali psi plac. A myśmy sobie tam robili z ubrań i z teczek bramki i graliśmy tam w piłkę. […]

Jeszcze o grze na Mandarynie:

F: Kolega „Świru” to był taki kandachar.

Kandachar czyli kto?

F: To był taki siłowy chłopak, który dużo biega. Więc jak myśmy grali w poprzek, to on leciał wzdłuż i nikomu się za nim nie chciało biegać, więc wszyscy czekali aż on wróci z tą piłką.

Podsumowując, to kto grał na Mandarynie?

F: Ludzie z Reja, z jedynki, ale starsze roczniki (od 70-tego rocznika, bo z takimi ludźmi mieliśmy do czynienia, bo ze starszymi to już nie bardzo), kibice Cracovii. Chociaż byłem tam raz z kolegą z klasy mojej siostry, to jest rocznik sześćdziesiąty siódmy, on grał w Cracovii. Sajnok – to jest już autentyczna postać i zawodnik Cracovii Kraków. Pierwszej drużyny. On mieszkał na Reja i chodził z moją siostrą do jedynki  – do podstawówki. Od niego z klasy też, bo tam było paru chłopaków, co grało.

Reszta to byli z okolic Siedleckiego, co myśmy się znali z religii u Mikołaja. Tylko tak na dobrą sprawę, to myśmy się nie lubili. Nie trzymaliśmy razem. Spotykaliśmy się tam, jak było nas mało, to myśmy się łączyli, ale to nie była jakaś taka przyjaźń. Raczej to było takie współzawodnictwo. Kto pierwszy ten lepszy.

A: Inny rewir.

Skoro graliście w poprzek, to mogły grać dwie drużyny naraz?

A: Nie, bo nie było bramek. Bo tam były bramki takie duże, meczowe, takie drewniane. Ale to były takie bardzo duże. Wkopane, same poprzeczki. Pełnowymiarowe bramki boiskowe. Tego się nie dało przestawić. I nikt nie chciał bronić na nich, bo po pierwsze nie było nas tylu, a poza tym nieważne co strzeliłeś, i tak strzeliłeś bramkę. Więc graliśmy w poprzek. A w poprzek były bramki do przenoszenia, ale były tylko dwie.

 

 

Margaryna – to boisko przy VIII Liceum Ogólnokształcącym im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie na ul. Grzegórzeckiej 24.

Budynek szkoły na Grzegórzkach został oddany do użytku w styczniu 1956 roku. W kronice szkolnej zanotowano, że w 1964 roku „boisko i tereny przy szkole stały się obiektami otwartymi dla okolicznej ludności”.

http://www.viii-lo.krakow.pl/o-szkole/historia-szkoly/

 

Według zachowanego zdjęcia z atelier I. Kriegera (ok. 1885 roku) przy rzeźni miejskiej na Grzegórzkach istniała również fabryka margaryny (fot. w: Wielki Kraków. Rozszerzenie granic miasta…, s. 118).

Pozostaje pytanie czy boisko na ul. Grzegórzeckiej stąd wzięło swą nazwę.

Powiązania (1)

Aktualności

Sprawdź w tym tygodniu

  • Boisko Margaryna

    Wywiad z mieszkańcami dzielnicy Stare Miasto o boisku Margaryna. Opowiadają: F – „Fuji” (pseud.) i A – Andrzej, obaj urodzeni w 1972 r. w Krakowie. Data wywiadu: 25 czerwca 2019 r.

    W której dzielnicy Krakowa się wychowywałeś?

    F: To jest dzieln

                                                    
  • Obóz koncentracyjny Płaszów

    Niemiecki obóz pracy przymusowej, od 1944 roku obóz koncentracyjny dla ludności żydowskiej, głównie z likwidowanego krakowskiego getta. Powstał w 1942 roku na terenie dwóch nieistniejących aktualnie cmentarzy żydowskich, jego powierzchnia z początkowych 5 ha wzrosła do 80 ha pod koniec działalności. Jego komendantem był znany z okrucie

                                                    
  • Stary cmentarz żydowski (Remu)

    Stary cmentarz żydowski, znajdujący się przy synagodze Remu (ul. Szeroka 40). Jego powstanie datowane jest na pierwszą połowę XVI wieku, chociaż najstarsze zachowane nagrobki pochodzą z 1552 r. Zajmuje obszar około 0,75 ha, a jego najstarszą częścią jest prawdopodobnie ogrodzony fragment skweru, znajdujący się na zewnątrz zabudowań prz

                                                    
  • Nowy cmentarz żydowski

    Nowy cmentarz  żydowski przy ul. Miodowej 55 jest położony między nasypem kolejowym a ulicami Miodową, Siedleckiego i Daszyńskiego. Jego powierzchnia wynosi ok. 4,5 ha. Od ul. Miodowej zamknięty jest ceglaną halą przedpogrzebową i przylegającym do niej piętrowym budynkiem mieszkalnym oraz murem z bramą cmentarną. Założony został w 1800

                                                    
  • Bar Lajkonik

    Zmęczony całodziennym pochodem Lajkonik potrzebuje miejsca, gdzie może na chwilę odpocząć i pokrzepić się przed dalszymi harcami. W XVIII wieku po zakończeniu pochodu włóczkowie prowadzili Konika zwierzynieckiego do domu starszego kongregacji, który miał prawo do szynkowania trunków dla flisaków. Pierwszym znanym lokalem, który gościł